|
|
Mave bloguje 40 stopni gorączki skłania do myślenia. Piątek 13 nie za bardzo pomógł mojemu weekendowi w byciu „tym szczęśliwym”. Było oryginalnie. Wahania humoru miałam niczym kobieta w ciąży. Nie chodziło o pogodę, moje własne samopoczucie czy coś tego typu, a raczej o to co się działo. Piątek. Zaczęło się fajnie, nawet bardzo, ale chyba los doszedł do wniosku, że za fajnie być nie może i zrzucił z nieba niespodziankę. Bum! I nie ma mojego portfela i komórki (skradzione w klubie z kurtki). Trochę już podłamana poblokowałam wszystko co się dało i położyłam się spać. Coś było mi pewnie za smutno, bo znaleźli mój portfel podczas sprzątania po imprezie. Nie było w nim prawie nic, ale legitymacja została, za co dziękuje szanownym panom złodziejom (byłabym już w wniebowzięta gdyby zostawili też gdzieś kartę od telefonu, ale co tam…). Później kolejna impreza – tym razem japońska. Zostawiamy kurtki w szatni, którą pokazał nam pan ochroniarz (ściana z 3 wieszakami na krzyż i automat piłkażyki na którym powywalane są wszystkie kurtki – bomba). Kolorowo, trochę dziwnie, można nawet podciągnąć pod przerażająco, ale fajnie – interesująco. Muzyka fajna, ostry japoński rock i metal. Na parkiecie ludzie wpadają w trans, wygląda to dość zabawnie. W końcu z Kaśką stwierdzamy, że i tak nas wali co będą myśleć i zaczynamy bujać (???) się w rytm tego dalekowschodniego brzmienia. Zmęczone odpoczywamy, obserwujemy (Kaśka i jej te psychologiczne spostrzeżenia) i tak w kółko, aż do wyjścia. Pod koniec szukamy swoich rzeczy. Stajnia Augiasza. Nic nie da się znaleźć. W końcu udaje mi się zlokalizować moją kurtkę. Kaśka wciąż grzebie i grzebie i… Postanawiam więc pomóc. Znalazłam torebkę. Pustą. Jakiś złodziej wysypał wszystko co miała w środku na ziemie, po odszukaniu sporej części rzeczy stwierdziłyśmy, że nie ma kluczy… i Dream Matte – Mousse’a. Hmmm… w sumie po scenie jaką zobaczyłam na parkiecie, jak jeden facet drugiemu poprawiał włosy lakierem w czasie tańca, to ten DMM mnie nie dziwi, ale po cholerę klucze?! Dziwny ten świat. Tak więc to był ten następny pech. Następny dzień to było sushi u Kaśki. Wyszło dobre. Najadłam się strasznie i było mi naprawdę wesoło. Wieczór udany (nie licząc Kaśki która ma jakiś uraz do zapachu paluszków krabowych). Ale byłoby za dobrze gdyby tak się skończyło? No więc w poniedziałek rano, już niemal gotowa do wyjścia na uczelnie, coś słaba się czuje. Tata mi mówi, że blada jestem, więc postanawiam zmierzyć gorączkę. 37,7 – nie tak źle, może to zatrucie? Dzwonię do Kaśki, może teraz też coś ją boli? Ona zdrowa jak ryba. Rodzice kazali mi zostać w domu, więc zostaję i czuję się coraz gorzej. Grypa! No tak. 40 stopni, 39 i tak w kółko, jakieś okłady, paracetamol, ból głowy – gehenna! Moim największym problemem w tym tygodniu było więc znalezienie pozycji w której mogłabym bez nadwerężania karku, mięśni ręki czy kręgosłupa, czytać i nie przewracać się co 3 minuty z boku na bok. Ale byłam zfrustrowana! Komputer też odpadał. 5 minut przy nim i gorączka znów powracałam. I atakowała mocno. A smak? Ta potworna grypa ukradła mi też smak. Już nie wiem kto lepszy ona, czy panowie złodzieje?! A mama jak na złość gotowała takie pyszności. Poza tym? Chyba po staremu. Rodzice się kłócą. Chyba nawet lubię jak się tak czasem podroczą, sami nie są świadomi jak są zabawni. Mama, że tata jej nie słucha, że żyje w innym świecie, czy coś innego. Tata, żeby dała spokój, żeby nie krzyczała, czy coś innego. Obydwoje zazwyczaj jak ich słucham oczekują, że się postawie za którymś z nich. Lecz przyznam szczerze – nie na rękę mi to i zazwyczaj zbywam ich czymś w stylu „Słodcy jesteście!”. Ich kłótnie są zazwyczaj o błahe sprawy. Szybko o nich zapominają. Są jednak żywe i głośne. I niech tak zostanie. Jak dla mnie to całkiem dobry sposób na ćwiczenie intelektu. A w ich wieku zaczyna to być już potrzebne. Ech… starzejemy się. Do 18 czas tak powoli mi leciał, a teraz!? 1 2 3 i już niedługo nie będę nawet naście! Ja nie chce! Co to ma być? A ja wciąż za bardzo dziecinna. Wciąż tylu rzeczy nie wiem i wciąż tylu mi się nie chce uczyć :). Jak to śpiewała Jopek? „Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam”. Chyba dane nam jest niektóre rzeczy pojmować z czasem…. Miałam tyle do napisania, ale pod prysznicem to się najlepiej myśli, nie przed komputerem. Wszystko zapomniałam (chyba powinnam siebie nagrywać, bo mam wyraźne kłopoty z zapamiętywaniem tego co chcę później przelać na papier). No w każdym razie obrzydliwie się rozpisałam (nie wiem dla kogo, bo mam nadzieję, że i tak już tego nikt nie czyta). Wystarczy już. Coś mnie tak choro naszło. Mave 2009-03-21 01:19:04 skomentuj (3) Wakacje Co przerwa, to notka - tak juz jakos wychodzi... bynajmniej nie z mojej winy. Koniec s####y. Wykreslilam z mojego slowniczka wszystko co powiazane ze s####a i roznymi p##########i ktorych tam sie ucze*. Mam juz za soba wyjazd do Bialej (z Kasia, Piotrkiem, Kasia O. i Olafem). Jak zawsze bylo przyjemnie. Nic nowego. No moze bardziej orginalne byly klutnie tego roku - dawno nikt mi nie zrobil tak wielkiej awantury o kawalek sera zoltego - to bylo cos (bedzie co wspominac)! Aktualnie siedze w Ameryce... - tez sie zastanawiam co tutaj robie. Zaspalam na samolot (gdyby moja mama sie w ostatniech chwili nie obudzila, byloby kiepsko) - to co sie dzialo w moim domu przed wylotem to byl koszmar, zapomnialam adresu cioci (do ktorej jechalam)- w USA przetrzymali mnie kolo godziny przy odprawie. Jednym slowem (a wlasciwie zdaniem) los za wszelka cene chcial mnie pozostawic w Polsce. Jednak jakos dolecialam... z malymi klopotami zoladkowymi pod koniec. Ku mojemu niemalemu zdziwieniu dogaduje sie calkiem niezle. Ludzie tu sa ekstremalnie mili (do przesady) i czasami, wydaje mi sie to az sztuczne. Co mnie jednak najbardziej zaskoczylo to fakt, ze maja tu za free wszelkiego rodzaju boiska (w szczegolnosci do kosza i baseballu). Naprawde, gdybym ja miala 100m od miejsca mojego zamieszkania, tak swietne i zadbane miejsce gdzie moge grac w co tylko zechce, to bym w ogole nie siedziala w domu. Az zal sie robi patrzac jak te wielkie i piekne boiska swieca pustkami - ludzie tu nie doceniaja tego co maja ;p. Zabijaja mnie tu upaly. Mieszkam obok Washingtonu i popoludniami jest tu kolo 44C w cieniu - czlowiek przejdzie z 30 metrow i wraca juz caly mokry... Jedyny ratunek - basen (ktory tak samo jak boiska jest zadbany i czysty - nie tak jak nasze zupy :D! Maja tu tez pyszne desery, ale jak przychodzi czas na cos konkretnego, czlowiek (taki co zna smak polskiego jedzonka) nie wie czego sie chwycic. Maslo smakuje jak serek topiony, wszystkie bulki smakuja jak te w McDonaldzie (na poczatku myslalam, ze to fajnie, ale po jakim czasie...), sok pomaranczowy smakuje jak orenzada, a mieso... Ale co nazekac. Moja ciocia i tak dobrze gotuje. Ze potrafi z tego wszystkiego cos dobrego wyczarowac to i tak juz wiele ;]. Jutro jade do Washington DC pozwiedzac muzea. Podobno sa swietne - zobaczymy ;). Tak wiec zycie jakos mija. Tylko brakuje mi znajomych i troszke najblizszych. Mimo wszystko zawsze jestem naokolo swoich, a teraz wszystko nieznane. Troche to wszystko inne i dziwne. Lecz niedlugo zaczynam robote, wiec moze kogos uda sie poznac... powoli krok po kroku sie oswajam z sytuacja. *Slowo dla naiwnych Mave 2007-07-14 06:23:30 skomentuj (4) Miłość jest zła Niedługo walentynki… Cóż, co powiedzieć. Lubię ten dzień (naprawdę), lecz nie przepadam za tą całą otoczką (wszędzie te serduszka…). W sumie w tym roku jakoś nie był on przeze mnie tak oczekiwany jak kiedyś. Jeszcze za czasów gimnazjum pamiętam jak przygotowywałam stosik liścików do bliższych znajomych i przyjaciół (chyba nigdy nie odważyłam się wysłać liściku do faceta, który mi się tam aktualnie podobał – mimo wszystko jestem strasznym tchórzem pod tym względem). To strasznie przyjemne dostawać te wszystkie kartki wypełnione tak ciepłymi słowami (nadal większość mam wywieszone na korkowej tablicy), a i dawanie jest równie miłe. W tym roku będzie tak samo, przygotuje coś dla najbliższych z wyrazami miłości i na tym zakończę. Znów nie wyśle kartki do faceta na którym mi zależy, lecz bynajmniej nie dlatego, że znów się boje. Po prostu ostatnio jestem tak wyprana z jakichkolwiek uczuć, że aż mnie to przeraża. Nie pamiętam kiedy byłam ostatni raz zakochana. Oczywiście naokoło mnie jest wielu przystojnych chłopaczków na których można zawiesić oko, ale na nikim mi tak naprawdę nie zależy. Kiedy w końcu będę mogła powiedzieć „Kocham Cię” w innym kontekście niż „Och, „panie x” dzięki za to zadanie, kocham cię!”. Nigdy nawet nie powiedziałam do faceta do którego coś czułam „zależy mi na Tobie”, nigdy nie spróbowałam, nie walczyłam o żadnego mężczyznę. Lecz teraz, czasem przed snem, gdy zaczynam rozmyślać nad wszystkim co zrobiłam… żałuję tego. Jestem strasznie dziecinna. Czasami wydaje mi się, że tak naprawdę ja nie chce się zakochać. Może po prostu boje się odrzucenia? Albo lubię wolność…? Tak mam, że jak ktoś za bardzo chce się do mnie zbliżyć, wtedy staram się od niego odsunąć. Dobrze, że przynajmniej jestem tego świadoma (choć to i tak nie za duże pocieszenie O_o). Lecz ostatnio zaczynam bardziej twardo stąpać po ziemi. Dostrzegać to czego nie widziałam. Jeszcze chwila, a może zdobędę się na odwagę i zacznę okazywać te uczucia, które skrywam gdzieś głęboko w tych rozmarzonych oczach. Chyba, gdzieś w zakamarku mojego serca i ja jestem romantyczką… P.S: Dzisiaj mieliśmy śmieszną rozmowę z klerykiem na temat miłości. Ja chyba naprawdę mam skrzywione poglądy :)! Mave 2007-02-12 18:38:02 skomentuj (3) Papier ścierny! Niedługo święta. Okres, w którym w końcu będę mogła oderwać się od tych korytarzy, które mimo, że są żółte wydają mi się szare. Wciąż zastanawiam się, co ze mną jest nie tak, że nie potrafię pojąć słowa „systematyczność”. Wszystko zostawiam sobie na ostatnią chwilę. Teraz, kiedy mamy okres wystawiania ocen, mogłabym się utopić w sprawdzianach. Jak to jest, że przez cały rok nic nie robiłam, a teraz codziennie mam ze 2 poprawy? Naprawdę staram się usiedzieć przed tymi książkami, ale ja zupełnie nie mam do tego cierpliwości (co zresztą widać – robię wszystko byle tylko się nie uczyć ;P). Nie wiem gdzie iść na studia. W sumie mam aż półtora roku jeszcze na tą decyzje, ale coś mi się wydaje, że to „aż”, to w sumie jest „tylko”. Czuję się wyprana. Dzisiaj przez cały dzień bolała mnie głowa. Myślę, że to przez nawał roboty i tą pogodę. Cholera! Przecież powinniśmy już mieć śnieg! Powinno być biało i pięknie! A tu co? Nie mogę wytrzymać. Jeśli te święta będą bez mojego ukochanego puchu to kogoś uduszę. Właśnie kot podała mi tego linka ---> click i jakoś zrobiło mi się lepiej. Ale tylko na chwilę. Spadam. Czeka mnie jeszcze upojna noc z matematyką, nie mogę tego przegapić ;/! Mave 2006-12-14 23:15:49 skomentuj (3) Ups! Zaledwie się odwróciłam. Gdzie się podziały te dwa miesiące? Mam przeszukać kieszenie w kurtce? Powoli dociera do mnie, że za tydzień idę do szkoły. Ale jakim cudem? Ile te wakacje trwały? Jeden dzień? Tak mi teraz dobrze. Dni upływają błogo. Czuję wiatr we włosach. Liceum zabiera czas, zabiera czas, który można by było wykorzystać w cudowny sposób. Ścianka, rynek, knajpa, basen, strzelnica – czy to nie fajna alternatywa :)? Te wakacje były wyjątkowe - ba!- wciąż jeszcze są. Dwa tygodnie z przyjaciółmi napełniło mnie energią do działania. Trzy i pół tygodnia na obozie PO pozwoliło mi dobrze tą energię wykorzystać. I teraz dwa tygodnie na czerpanie energii, (którą dają mi niesamowici ludzie) na ten cały pieprzony rok szkolny! Peace & love & free sex forever! Mave 2006-08-29 22:56:15 skomentuj (12) à bientôt! Dwa tygodnie. Dwa tygodnie na odludziu z dwoma stworami. Ha! Brzmi nieźle, co? Będziemy opalać nasze blade ciała w bielskim jeziorku. Peace! Mave 2006-06-25 02:49:57 skomentuj (2) Trach! Za szybko, za szybko! Stop! Odwal się ode mnie czasie, bo ugryzę! Grrrr…! Kiedy ostatni raz pisałam? Musiało to być dawno… bo nie pamiętam. Niedługo wakacje. Powinnam się cieszyć, co? Jednak tyle do nadrobienia/poprawienia w tej szkole, że przełożyłabym te wakacje o 2 tygodnie później (tylko mnie za to nie zlinczujcie). Choć wakacje też kuszą. Zapowiadają się dość ciekawie. Najpierw ukochana Biała z moimi słoneczkami, później obóz PO (tak, tak – przysposobienie obronne), ale już tylko z Bubu O_o – jak ja z nią wytrzymam bez pomocy Kota? Wy nie wiecie czym grożą spędzone z nimi wakacje, już się boje :)! Wczoraj byłam na imprezie rodzinnej. Ha! Te balangi z roku na rok są coraz ciekawsze. Wytańczyłam się, przekąsiłam coś dobrego, pogadałam z rodzinką… Standard? Ale było mimo wszystko bardzo przyjemnie. Ehh...Chciałabym mieć to już za sobą. Tak przewinąć taśmę mojego życia o te trzy tygodnie. Coś jeszcze? Właściwie to pokusiłabym się o powiedzenie: „Moje życie jest nudne, nie mam o czym pisać”. Amen! Mave 2006-05-21 23:56:12 skomentuj (2) Angielski Ach! Nie ma to jak genialna grupa, czterech znających znakomicie angielski, dziewczyn ;)! Temat naszej wybitnej historii: Love story!!!! One day a man, whose went across the street, saw beautiful women. She has a long blond hair and blue eyes. That night he went to the restaurant. There where a lot of people and only one place to sit. He asked the women, who sat near the table: "Can I sit here?" and she turned off to him and said: "Yes, please". Then he fell in love because this is the same women, whose he saw on the street. She fell in love in him too. They met together a lot of times. But man don't know about terrible secret that the women is his sister! When he learnt that his heart was break and finally he fell in to the river. She never stopped to love him. Autorki: -Anna Małota -Agata Legutko -Paulina Wawro -Maria Verey Enjoy it! Mave 2006-03-27 22:46:38 skomentuj (12) 100% ziom + DJ Gibbon = totalna masakra :) Wróciłam! Tegoroczne ferie były wyjątkowo udane! Co prawda tylko dwa dni ociekały słonecznym blaskiem (inne ociekały tylko mgłą), ale to nie zmienia faktu, że pogoda się udała! Ta straszna mgła odstraszała narciarzy (maksymalna widoczność – 3metry) i można było swobodnie szusować! Nie ma to jak gram adrenaliny i kilogram szybkości! Wtedy dopiero czuję się wolna! Ale nic mi z pogody i nart gdyby nie moje dwa przekochane kurczaki! Bez nich ten wyjazd nie miałby żadnego sensu! Ach to spanie z Kotem, gadanie z Kaśką po angielsku… i aż strach nie wspomnieć o właścicielu naszego wynajmowanego pokoju! To był koleś – „Zaciął się skurwysyn”, „Kurwa, pracuje tu 10 lat, ale nikt mi takiego numeru nie wywinął”, „Jesteście niesamowite”, „Zapamiętam Was na pewno”, – kiedy to Kasia ze swoją wrodzoną zdolnością zacięła się w łazience (nie wspomnę o tym, że nie wiele brakowało by wywarzyła drzwi, na „szczęście” skończyło się na wymianie zamka i złamanym śrubokręcie). Tęsknie za tamtym tygodniem! Było mi tak dobrze! Tyle śmiechu, tyle zmęczenia, tyle dobrego! „Jadę na ferie” – Karteczka dla nauczycieli!!! Poniżej znajdują się moje słoneczka (100% ziom), w wersji rysowanej w paincie :*! ![]() Mave 2006-02-28 19:16:43 skomentuj (6) Ferie! Ferie! Ferie! Ach… to przyjemne lenistwo! Kocham to! Jestem bardzo szczęśliwa. Teraz kiedy mam dla wszystkich na których mi zależy czas, jest mi dobrze! Tylko dlaczego do jasnej cholery ten czas tak szybko mija!? Będę tak leniwa, że nic więcej nie pisze! Musze od tego odpocząć ;)! Dodane: Wyjechałam. Wracam w sobotę (25 lutego). Miejcie nadzieje, że nic sobie nie złamie :P! Mave 2006-02-15 02:23:42 skomentuj (4)
My pictrue, my emotion...
|
|
LinkiŚmieszne :)To nie jest śmieszne, to jest TRAGICZNE! ale można się z tego jednak pośmiać =) Bleeeee ej, no bleeee hahahaha :) Az sie usmiech szezy na usta :) Magnes na kaczuszki? Złap kaczuszki na magnes Biedronka Co to? :| Wirtualna Polka :D Kurde no... Gdzie ta wirtualna polka???? :D THE BEST hahahahahahahaha :P Oj duzo kawalow...]:-> tak jak mowilam... duzo kawalow :D Rozrywka jak juz przeleciales wszystkie wesole stronki, to wejdz i na ta... ;] Jest Ci smutno? POLECAM! Fajny portal... najzabawniejszy, jaki znam :D SKROBAK Fimowane komiksy z przezabawnym szczurem skrobakiem :D Ciekawe, ciekawe.... Stronka Bartusia bodajze, ale o czym, to ja dokładnie nie wiem :) oh my god i znowu ocenki magdalena14 ocenki BLOGI ZA DARMO Co tanie to drogie? Nie wiem, sam sobie sprawdz! Helikopter Nie no... nawet pierwszego etapu przejsc nie moge :P WŁĄCZ GŁOŚNIKI Znajdź na tej stronie ducha. Ej, no sorry... Nie wiedzialam, ze ludzie sa do czegos takiego zdolni... Cos o desce... Jesli lubisz deske, albo chcesz sie na jej temat cos ciekawego dowiedziec to klikaj ;D GENIALNA STRONA MOJEGO PIEKNEGO OSIEDLA zapraszam... :D Ciekawa gra Uwaga: Gra jest trudna... jak ktos sie zatnie niech do mnie na gg pisze :P Blogi znajomych :D Fokus Smok Fok :D Marysia - wyjatkowa tak jak wszystkie Marysie :P EBE UWAGA: Jeśli nie znasz chasła to się nie dostaniesz :P ZICK nasz Bartuś :* Smerfetki Blog prowadzony przez dwie kuzynki :) Chciala bym poznac tego czlowieka. Jedyny blog, przy ktorego czytaniu sie szczeze poplakalam... Wirtualny blog pisany przez znajoma z internetu UWAGA: bardzo ciekawe notki ;) F jak FRANIA :P Oczko dobra kumpela z klasy ;) KOT! Wbrew pozora jest to czlowiek... i to wyjatkowo fajny :D Jajo strusia ;) Jeśli lubisz czytac dlugie noty, to idealne miejce dla Ciebie :D Jeśli chcesz umieściś mój button na swojej stronce, wklej na nią poniższy kod:
Oceny
Blogowe oceny Kei Ocenki OniCzyli stronki, które warto polecić:
Katalog WWW
O mnie?
To ja (w troche niedoklepanej wersji, ale co tam :/) Rok urodzenia: 1989 Zamieszkała w: Krakowie Jak na mnie mówią: Mave, Mary, Mery, lub po prostu Marysia :D Chcesz więcej? Przeczytaj LENIU kilka notek :P! Z tamtąd dowiesz się całej reszty. Nie dam Ci pójść na łatwiznę!
2009
|
|